Dwa światy, cztery dni i emocje na tysiąc kilometrów: Karkonosko-dolnośląski trip w fotelu Skody Superb.
Są trasy, które mierzy się po prostu zużyciem paliwa i średnią prędkością. Ta wyprawa była jednak zupełnie inna. Tutaj kilometry były tylko pretekstem. Liczyły się zakręty, widoki, rozmowy, postoje w miejscach, które zna się ze zdjęć, i te momenty, kiedy po prostu nie chce się wysiadać z samochodu, bo kolejny odcinek drogi wygląda jeszcze lepiej niż poprzedni.
Cztery dni. Około tysiąca kilometrów. Karkonosze, Dolny Śląsk, górskie drogi, kręte odcinki, punkty widokowe i samochód, który przez ten czas był czymś znacznie więcej niż środkiem transportu.
Tym razem naszym towarzyszem była Skoda Superb.
Dwa światy
To samochód, który nie próbuje udawać sportowego auta za wszelką cenę. Nie męczy kierowcy. Nie wymaga ciągłego skupienia na walce z autem. Po prostu pozwala jechać.
A podczas czterodniowej wyprawy to ma ogromne znaczenie.
Setki kilometrów potrafią zmęczyć nawet wtedy, gdy sama droga jest przyjemna.
Tutaj po kolejnych etapach nadal miałem ochotę wsiąść za kierownicę i sprawdzić, co czeka za następnym zakrętem.
I chyba właśnie to jest najlepszy test samochodu podróżnego.
Karkonosze — góry, które ogląda się także przez szybę
Karkonosze mają tę przewagę, że nie trzeba być wyczynowym piechurem, żeby poczuć ich klimat.
Dolny Śląsk ma w sobie coś wyjątkowego. Możesz rano spacerować po mieście, kilka godzin później jechać drogą wijącą się między górami, a wieczorem siedzieć w miejscu, z którego widzisz zupełnie inny świat niż ten, który zostawiłeś za sobą kilkadziesiąt kilometrów wcześniej.
I właśnie to było jednym z głównych założeń tej wyprawy.
Nie chcieliśmy zrobić klasycznej wycieczki pod tytułem: „zaliczyć jak najwięcej punktów z listy”. Chodziło raczej o drogę. O zobaczenie, jak zmienia się krajobraz, klimat i tempo podróży.
Bo Dolny Śląsk świetnie nadaje się do jazdy samochodem. Już wkrótce odbędzie się tutaj Rajd Legend.
Z jednej strony szerokie, spokojne odcinki pozwalające komfortowo pokonywać kolejne kilometry. Z drugiej — drogi, które zaczynają się nagle zwężać, pojawiają się kolejne zakręty, las robi się coraz gęstszy, a za następnym wzniesieniem otwiera się panorama Karkonoszy.
To właśnie ten kontrast był najciekawszy.
Superb, czyli fotel na tysiąc kilometrów
Przy takiej trasie szybko okazuje się, że samochód musi spełniać kilka ról jednocześnie.
Ma być wygodny podczas długiego przelotu. Ma dawać spokój na autostradzie. Powinien dobrze radzić sobie na górskich drogach. Musi pomieścić bagaże, sprzęt i wszystko to, co zawsze „przyda się na wyjeździe”, choć połowa tych rzeczy wraca później nieruszona do domu.
I właśnie tutaj Superb pokazał swój charakter.
Oczywiście można założyć buty trekkingowe, spakować plecak i ruszyć na Śnieżkę, Szrenicę czy w kierunku Śnieżnych Kotłów. Ale można też zaplanować podróż tak, aby samochód stał się częścią całej przygody.
Okolice Szklarskiej Poręby, Jeleniej Góry i Karpacza dają ogromne możliwości. Krótkie przejazdy można łączyć ze spacerami, punktami widokowymi i atrakcjami, które nie wymagają całodziennej wyprawy.
To właśnie jest największa siła tego regionu.
W ciągu jednego dnia można zobaczyć wodospad, przejechać malowniczą drogą, zatrzymać się na punkcie widokowym i jeszcze wieczorem znaleźć czas na spokojny spacer.
Jednym z takich miejsc jest okolica Wodospadu Szklarki, a dalej także słynny Zakręt Śmierci — miejsce, które swoją nazwą może budzić respekt, ale przede wszystkim oferuje jedną z ciekawszych panoram tej części Sudetów.
Nie tylko cel. Liczy się droga.
Jako człowiek, który patrzy na samochody trochę inaczej niż przeciętny użytkownik, zawsze zwracam uwagę na jedną rzecz.
Czy droga daje frajdę?
Nie chodzi o jazdę na granicy możliwości. Nie chodzi o bicie rekordów ani szukanie idealnego czasu przejazdu. Zresztą Skoda Ci na to nie pozwoli, to nie Ford.:)
Chodzi o rytm.
Dobry samochód na dobrej drodze potrafi sprawić, że nawet zwykły przejazd między punktami na mapie staje się częścią wycieczki. Na Dolnym Śląsku takich odcinków nie brakuje.
Drogi prowadzące przez okolice Karkonoszy i Gór Izerskich zmieniają charakter praktycznie co kilka kilometrów. Raz jedziemy przez otwartą przestrzeń z widokiem na góry, chwilę później asfalt znika w lesie, a kolejne zakręty zaczynają układać się w naturalny rytm.
I nagle okazuje się, że zamiast myśleć: „ile jeszcze do celu?”, zaczynasz myśleć: „oby jeszcze trochę takich kilometrów”.
Cztery dni, które minęły zdecydowanie za szybko
Największym problemem takich wyjazdów jest to, że zawsze kończą się za szybko.
Dopiero zaczynasz rozumieć rytm miejsca. Wiesz już, gdzie rano najlepiej wypić kawę. Którą drogą warto pojechać jeszcze raz. Gdzie zatrzymać się na zdjęcie. I nagle okazuje się, że trzeba pakować walizki.
Cztery dni wystarczyły, żeby zobaczyć sporo.
Zdecydowanie za mało, żeby zobaczyć wszystko.
Bo Karkonosze i Dolny Śląsk mają tę niebezpieczną właściwość, że kiedy wydaje ci się, że znasz już region, na mapie pojawia się kolejna droga, punkt widokowy, zamek, wodospad albo miejsce, o którym wcześniej nie słyszałeś.
I zaczynasz planować następny wyjazd.
A jak spisała się Skoda Superb?
Po około tysiącu kilometrów odpowiedź jest prosta: dokładnie tak, jak powinien zachowywać się samochód stworzony do podróżowania.
Bez niepotrzebnego teatru.
Superb nie próbuje udowodnić, że jest sportowym autem. Nie krzyczy designem, nie zmusza kierowcy do ciągłej walki i nie sprawia, że po kilkuset kilometrach marzysz o przerwie.
Za to daje coś, co podczas takich wyjazdów jest znacznie ważniejsze.
Komfort.
Przestrzeń.
Spokój.
I pewność, że kolejny etap podróży nie będzie obowiązkiem, ale przyjemnością.
Tysiąc kilometrów później
Czy warto było?
Zdecydowanie.
Bo są wyjazdy, z których wraca się z setkami zdjęć, pełnym telefonem i zmęczeniem.
A są też takie, po których zostaje coś więcej.
Wspomnienie konkretnego zakrętu.
Widok, który pojawił się nagle za wzniesieniem.
Poranna kawa z górami w tle.
Droga, którą chciałoby się przejechać jeszcze raz.
I samochód, który przez kilka dni przestaje być po prostu samochodem.
I zdecydowanie za mało czasu, żeby powiedzieć Karkonoszom: „widzieliśmy już wszystko”.
Do zobaczenia na kolejnej trasie.
